Wspomnienia Vaia...

Wszystko co jest związane z liderem zespołu Universe

Moderator: Moderatorzy

Postautor: Vai » ndz 10 lut, 2013

"Umiera sie na wiele sposobow: z milosci,z tesknoty,ze strachu... Umiera sie nie dlatego by przestac zyc,lecz po to by zyc inaczej.Kiedy swiat zaciesnia sie do rozmiarow pulapki,smierc zdaje sie jedynym ratunkiem,ostatnia karta,na ktora stawia sie wlasne zycie." Paulo Coelho

Czy Miras zyje teraz inaczej...? Nie wiem,nie wiem czy gra i spiewa,nie wiem czy je i spi (dodalby teraz z wlasciwym sobie humorem jeszcze kilka przykladow :-)),ale chyba jest gdzies tam, rozesmiany.
Awatar użytkownika
Vai
Stały bywalec
Stały bywalec
 
Posty: 178
Rejestracja: pt 06 lip, 2007
Lokalizacja: Katowice

Reklama

Teledyski Universe

zobacz koniecznie teraz!

Postautor: Bozu » pn 11 lut, 2013

Nie wiem jak gdzieś tam grają, ale ja bym się nie obraziła jakby od czasu do czasu zapodali np. http://www.youtube.com/watch?v=G7b-_YcACuQ :) Tak chociażby zamiast "Sto lat", bo ja tam osobiście coraz mniej przepadam za tym (znaczy "Sto lat") kawałkiem :D
Awatar użytkownika
Bozu
Aktywny dyskutant
Aktywny dyskutant
 
Posty: 639
Rejestracja: czw 08 lis, 2007
Lokalizacja: Kraków

Re:

Postautor: Balbina » śr 06 mar, 2013

Vai piszeColonale chyba jest gdzies tam, rozesmiany.


Taaak, Vai tak! lubię myśleć, że tak właśnie jest... że się wręcz natrząsa z Nas - czasami ;)
ale.... ostatnio usłyszałam takie stwierdzenie które przypadło mi do gustu i chętnie się z wami nim podzielę.
"Mirek jest.... tylko wyjechał..."

dodam,/już tak od siebie/, że nie wiadomo czy wróci, ale pewne jest, że do niego dojedziemy.....kiedyś ;)
Obrazek
Awatar użytkownika
Balbina
Dyskutant
Dyskutant
 
Posty: 473
Rejestracja: czw 21 kwie, 2005
Lokalizacja: GDYNIA

Re: Wspomnienia Vaia...

Postautor: magda_siwa » czw 07 mar, 2013

Witam,
Vai, ja również chciałabym podziękować Ci za wspomnienia o Mirku. Czytałam je po kika razy, dosłownie delektując się każdą frazą /jakoklowiek to zabrzmiało/. :) Moja przygoda z muzyką Mirka zaczęła się, niestety, po Jego śmierci. Nawiązałam jakiś metafizyczny kontakt z człowiekiem, który był ode mnie "kupę" starszy, nigdy się nie spotkaliśmy, przez wiekszość swego zycia nic o nim nie wiedziałam /kojarzyłam zespół i głos .../ot i wszystko. Jednak trzy lata temu "mój anioł stróż gdzieś znikł" - i wtedy w tych trudnych chwilach -jakoś natknęłam sie w internecie na piosenkę Mirka, jedną, drugą i następną. Od tego czasu przeczytałam i obejrzałam w internecie wszystkie możliwe wywiady, wspomnienia, klipy ... Uzależniłam sie od Jego muzyki, twórczości i dzieki niej pokonałam "swoje demony". Wbrew różnym opiniom - dla mnie muzyka Mirka to nie wołanie o pomoc, nie żaden krzyk rozpaczy czy autobiograficzny depresyjny wydżwięk - ja czuje w niej człowieka, który przeżył piękne chwile, byl radosny, szczęśliwy i miał fajne życie, tylko miał taką wrazliwość, że potrafił dojrzeć równiez te /a raczej zwłaszcza te / ciemne strony życia, które pięknie opisał w swoich utworach, ale których piętno również w sobie nosił. No i jeszcze o milości ... o miłosci tez pisał pięknie. Tak ją wyidealizował, że czasem rzeczywistość może zaboleć... :) Mnie w kazdym razie nieraz zaboli i myślę, że Jego też....
Tak czy inaczej tak sobie ciągle słucham Mirka, piosenek Universe i nie bede oryginala jak powiem, że często mi pomogły - odnalazłam w tych piosenkach siebie. Bo ze mną też tak trochę jak z Mirkiem, na zewnątrz urodzona optymistka i "moich łez nie widzi nikt", co nie znaczy, że ich nie ma ..."Bo jak to jest, że ucząc nas jak żyć ?Mówi się, że twadym trzeba być.."

Pozdrawiam.
P.S - To mój debiut na forum - zbierałam sie długoooo.
Ostatnio zmieniony sob 13 kwie, 2013 przez magda_siwa, łącznie zmieniany 1 raz
Jak to jest,
że ucząc nas jak żyć
Mówi sie,
że twardym trzeba być ?
Awatar użytkownika
magda_siwa
Gość forum
Gość forum
 
Posty: 47
Rejestracja: śr 06 mar, 2013

Re: Wspomnienia Vaia...

Postautor: moonstone » wt 19 mar, 2013

Vai, nie słyszałam całego wywiadu i ubolewam nad tym, bo mozna godzinami słuchać o Mirku, opowiadasz to w taki sposób, że mozna się wzruszyć i pośmiać. Kolejny raz dziękuję, że Jesteś i masz ochotę się dzielić wspomnieniami, które za każdym razem przybliżają postać Mirka.
Pozdrawiam i mam nadzieję, że wywiadu bedzie część druga :) (i trzecia, i czwarta, a może cały cykl? hahaha, no tak, jak to baba, daj palec, będzie chciała całą rękę)
Awatar użytkownika
moonstone
Gość forum
Gość forum
 
Posty: 41
Rejestracja: pt 05 paź, 2012

Re:

Postautor: Yvonn » śr 20 mar, 2013

Vai piszeColon"Umiera sie na wiele sposobow: z milosci,z tesknoty,ze strachu... Umiera sie nie dlatego by przestac zyc,lecz po to by zyc inaczej.Kiedy swiat zaciesnia sie do rozmiarow pulapki,smierc zdaje sie jedynym ratunkiem,ostatnia karta,na ktora stawia sie wlasne zycie." Paulo Coelho

Czy Miras zyje teraz inaczej...? Nie wiem,nie wiem czy gra i spiewa,nie wiem czy je i spi (dodalby teraz z wlasciwym sobie humorem jeszcze kilka przykladow :-)),ale chyba jest gdzies tam, rozesmiany.

Żyje,jest przeciez tam ,gdzie chcemy żeby był ;) Na koncertach,w Naszych snach i sercach ;)
Dodam,że kilkakrotnie już przychodził do mnie na cygareta haha :) :mrgreen:
Za Tobą pójdę nawet w ogień,w wodę jeśli chcesz :) KCA
Awatar użytkownika
Yvonn
Nadaktywny dyskutant
Nadaktywny dyskutant
 
Posty: 1412
Rejestracja: ndz 30 wrz, 2007
Lokalizacja: Myszków-Mysłowice

Re:

Postautor: zaganna » czw 13 cze, 2013

Vai piszeColon
Czy Miras zyje teraz inaczej...? Nie wiem,nie wiem czy gra i spiewa,nie wiem czy je i spi (dodalby teraz z wlasciwym sobie humorem jeszcze kilka przykladow :-)),ale chyba jest gdzies tam, rozesmiany.

Wierzę, że tak właśnie jest... ;)
Ania:)
Awatar użytkownika
zaganna
Forumowa gaduła
Forumowa gaduła
 
Posty: 1561
Rejestracja: czw 20 gru, 2007
Lokalizacja: Ślunsk ;)

Re: Wspomnienia Vaia...

Postautor: rosłonka » śr 24 lip, 2013

Tak chyba jest, bo ostatnio mi się przyśnił..nic nie mówił, tylko się uśmiechał
Awatar użytkownika
rosłonka
Gość forum
Gość forum
 
Posty: 21
Rejestracja: pt 16 lis, 2012
Lokalizacja: Mazowsze

Re: Wspomnienia Vaia...

Postautor: Marttina » czw 14 lis, 2013

Chciałam tylko napisać że bardzo dziękuję, czytałam i nie mogłam odejśc od monitora, proszę o więcej
Awatar użytkownika
Marttina
Gość forum
Gość forum
 
Posty: 28
Rejestracja: wt 05 lis, 2013
Lokalizacja: Zagłębie

Re: Wspomnienia Vaia...

Postautor: Vai » pt 25 mar, 2016

Z Bregułą po Koeln :)

Po opowieści Jacka Stachursky'ego, nie wiedzieliśmy czego się spodziewać. Nagrania Jacy "grzały" ostro,ale my przecież nie robiliśmy muzy dance'owej. Czy skumają naszą ideę, czy porozumiewając się w obcym języku zrozumieją brzmieniowe fascynacje Mirka? Czy są na tyle dobrzy, by wskrzesić moją, umówmy się ... nieświatową jakość pracy...? Tak czy inaczej,byliśmy mega podjarani,choć tych prospektów jeszcze wtedy nie widzieliśmy a Jacek, podobnie jak my,czego dziś bardzo żałuję, też nie zrobił żadnych zdjęć. Być może dlatego,że era cyfry w Polsce dopiero sie zaczynała i aparaty były bardzo drogie, wśród komórek zaś królowała Nokia 5110 i podobne :-)
Podjechał po mnie niestety punktualnie o 3 nad ranem... nie zdążyłem wykonać wszystkich "czynności przygotowawczych" do długiej podróży i po błaganiach zatrzymał sie wreszcie za Opolem na stacji gdzie pobiłem rekord na dystansie 10-20 metrów :-) Nie chcielibyście słyszeć jego śmiechu wtedy. Całą podróż spędziliśmy na rozmowie. Oczywiście o muzyce, o studiach nagraniowych, o słabościach naszego studia,ale też o polityce i żonach :) Mirek bardzo interesował się sportem a zwłaszcza piłką nożną,ale ja nie byłem dla niego równym partnerem. Kiedy byłem jeszcze w podstawówce zagraliśmy z jakimiś chłopakami mecz na szkolnym boisku w moim Nowym Bytomiu,ale po nim Mirek powiedział mi: "synek, chyć sie lepij gitary" hahaha Rozmawialiśmy też o tym,że byłoby fajnie mieć własne wspólne studio, sprofilowane, przemyślane i pozbawione błędów tego,w którym pracowałem kilkanaście lat a w którym Mirek zrobił tyle nagrań. Sam przeżywałem tysiące rozterek związanych z firmą,która mnie zatrudniała, byłem bardzo sfrustrowany traktowaniem mnie jako siły roboczej, choć to właśnie tam nagrałem takie albumy jak choćby KALIBER 44 czy pierwsze nagrania PAKTOFONIKI. Mirek z kolei rozważał pewnie porażkę komercyjną swojej płyty (powinienem powiedzieć,że ją przewidywał) oraz ewentualny plan B gdyby podjął decyzję o zakończeniu kariery jako czynny artysta sceniczny. Myślę,że zaczął go pociągać życiowy spokój jaki daje praca producenta,kompozytora,autora a we mnie widział, mam nadzieję, odpowiedniego wspólnika. Jadąc tak w jego granatowym Renault Kangoo, przytłoczony ostatnimi kłótniami z szefami, gotowy pracować za darmo przy albumie Mirka i jednocześnie podbudowany świetnym pomysłem wspólnej firmy, podjąłem męską decyzję o odejściu z firmy i działaniu na własną rękę. I choć brutalna rzeczywistość i okoliczności pozwoliły mi zrealizować tę decyzję dopiero po kilku latach, wracaliśmy z Mirkiem do tej naszej koncepcji cały czas,mimo że nie widywaliśmy się już codziennie. A kiedy założyłem już firmę ... Mirek podjął inną decyzję. Pierwszą więc myślą jaką mieliśmy z Marcinem otwierając studio - dedykujemy je Mirkowi, bo przecież jest jej częścią i ona jest jego w równym stopniu co nasza. I zawsze bedzie. Od dnia jego śmierci,dedykuję mu wszystko co robię. Jemu i mojemu Ojcu.
Znaleźliśmy podany adres rodziny mirkowego szwagra. Fajna dzielnica, typowy niemiecki porządek, domki dwupiętrowe, spokojna okolica,mimo ze to nie przedmieście. Jest to chyba dzielnica,do której wraca się po pracy. Fajnie,bo przy naszej ulicy stała dość okazała Statua Wolności :). Właściciele bardzo mili i gościnni. Choć na ulicy stały przepiękne Merce i Be-emki,otworzyli bramę na podwórze żeby Mirek bezpiecznie zostawił na noc auto. Żartowaliśmy,żę przecież nie o auto chodzi,ale o taśmy,które wieziemy a wszyscy wydawcy świata najęli na pewno dziesiątki szpiegów żeby wykraść mu ten materiał i sprzedać na czarnym rynku za gruby kesz :) Albo że Mick Jagger lub inny David Bowie (nie pamiętam kogo wtedy mieliśmy na myśli) czyha jak szpieg z krainy deszczowców i za chwiłe posłuchamy tych nagrań w MTV w ich wykonaniu,bo ci goście przecież w życiu nie mieli lepszych piosenek!!! :) Obejrzeliśmy miejsce naszego noclegu i popatrzyliśmy na siebie kiedy dowiedzieliśmy się,że będziemy spać w jednym łóżku :-) Myślę,że obaj mieliśmy to samo na myśli i każdemu chciało się głośno zaśmiać,ale kultura wymagała od nas właściwego zachowania wobec gospodarzy. Postanowiliśmy zrzucić torby i pojechać do centrum Koeln,połazić trochę i pooglądać miasto. Trzeba przyznać,że Niemcy to wybitny naród i każdy szczegół mają świetnie przemyślany i rozwiązany. Jazda kolejką podmiejską to prawdziwa przyjemność. Zresztą niejeden z Was był w Paryżu lub Berlinie i jeździł tamtejszym metrem i wie o co chodzi. Ja na pewno nie jeździłbym autem do pracy,gdybym miał pod nosem taką kolej jak w Koeln. Miasto piękne,choć ani myśleliśmy wchodzić do Katedry lub szukać zabytków... Poszliśmy najpierw na mega pizzę a potem do sklepu muzycznego :-) Podczas pizzy wymyślaliśmy kim będzie słynny Dieter,który ma być naszym inżynierem masteringu. Mirek stwierdził,że będzie to stary hippis, w potarganych jeansach i skórze, z dużym od piwa brzuchem i pożółkłymi wąsami. A ja,że na pewno czyściutki wystrzyżony perfekcyjnie facet ok.40 w idealnym żółtym lub różowym sweterku jakie nosi się na kołnierzyk. Który to kołnierzyk oczywiście będzie bielutki a sam facet idealnie ogolony, jedynie z idealnie przystrzyżonym wąsem. Szliśmy w swoich pomysłach coraz dalej,wymyślając coraz to bardziej odjechane sylwetki jedząc całkiem niezłą pizzę i wybuchając śmiechem non stop. Pamiętam bardzo dokładnie jak przeszła mnie myśl,że Mirek przez lata targany nałogiem, jest już praktycznie wolny od niego z 7, 8 lat ! I że jest to chyba najszczęśliwszy okres jego życia a on sam facetem dokładnie takim jakim powinien być i chyba jakim chciał być. Wiele rzeczy się widziało z tego pierwszego złego okresu i jak cudownie patrzeć na swojego idola i mentora w takiej formie. I nie tyle z chęci niewywoływania konsternacji a raczej z szacunku dla jego wygranej walki poczułem,że wcale nie brakuje mi browara do tej pizzy. Że nawet czuję się z tym lepiej,że towarzyszę mu a on wie,że nie sprowokuję dziwnej i niepotrzebnej sytuacji. Rozmawialiśmy kilka razy o tym podczas jego totalnej abstynencji, o tym czy się boi powrotu,czy ciągnie go do tego,czy duzo go to kosztuje walki i,jak to Mirek, mówił o tym normalnie i otwarcie. Nie czuję się upoważniony do mówienia o tym, ale przecież nie można udawać,że ten problem nigdy nie istniał. W każdym razie, w duchu żąrtowałem sobie "chwałą Bogu Mirek,że nie rzuciłeś też palenia,bo raczej nie ukrywałbym się po krzakach z fajkami" :-) hehehe Zajaraliśmy od razu po pizzy i mijając jakieś ciekawe budynki i popiersia w murach poszliśmy do ... muzycznego !! Był ogromny,trzypiętrowy z tego co pamiętam. Zachwyt, szał ciał i siwy dym. Dziesiątki gitar, wzmacniaczy, bębnów, klawiszy, basówek, strun .. no wszystko w przesadnym nadmiarze. Jeden ze sprzedawców okazał się Polakiem - to Ty jesteś Universe? Wow czeeeść, jak mi miło ! MIrek coś kupił i po ponad godzince byliśmy po sklepie. Był wieczór, powłóczyliśmy się trochę, posiedzieliśmy na schodach Katedry, dyskusjom i żartom nie było końca. Jadąc tą fantastyczną kolejką do dzielnicy,w której nocowaliśmy, trochę przegieliśmy,bo uśmiechała się do nas przepiękna dziewczyna a my,zamiast odwzajemnić sie uprzejmie, żąrtowaliśmy do niej po polsku. Laska nic nie rozumiała i nie wiedziała czy robimy sobie z niej jaja czy też jesteśmy tak miłymi facetami jak jej się zdaje :-) W efekcie,zamiast pożegnać nas pięknym uśmiechem,wychodząc patrzyła już tylko w podłogę, a my mieliśmy ubaw. No cóż ... słabe to było,ale też nie zrobiliśmy nic złego.
Czy Mirek chrapał? - nie pamiętam,albo też sam go zagłuszyłem :-) Przed zaśnięciem nie obyło się bez kilku komentarzy oczywiście dotyczących nadchodzącej nocy :-)
Rano okazało się,że zapomniał maszynki do golenia. Kilka godzin później dowiedziałem się jakim jestem kumplem: "jak byś był taki kumpel to byś pożyczył maszynka a tak to wyglądom jak jaki chachor. Te Niymcy powiedzom fto to kurde jest? i nie wpuszczą mnie do studia". Niemieckie pyszne śniadanko, niymiecko kawa - pycha. Była to miła chwila,ale Szef postanowił,że wyjedziemy półtorej godziny przed czasem,żeby nie pobłądzić. Mirek z pewnościa nie bywał w Niemczech często,bo na drugim końcu Koeln byliśmy po około 20.minutach. Sieć autostrad, rewelacyjnie opisane zjazdy i drogowskazy. Nagle znaleźliśmy się jakby w innym mieście. Architektura typowo niemiecka z czasów okołowojennych, trochę siermiężna, surowa,ale z wdziękiem wkomponowana w dzisiejsze czasy (ówczesne) nowoczesnych skwerów, witryn sklepowych i perfekcyjnie zadbanych drzew. Napewno też dość odważnie odmalowane te domy a na każdym kroku widoczne udogodnienia dla niepełnosprawnych i na przykład pojemniczki z darmowymi woreczkami na "pozostałości" po spacerze z psem. To powodowało,że człowiek czuł się tam naprawdę wygodnie, bezpiecznie i po prostu dobrze. Mnóstwo aut a jednak wszystkie zaparkowane w jakimś porządku, mnóstwo rowerów a jednak wszystkie w określonym miejscu, wyraźnie oznaczone ścieżki rowerowe, nie wiem czy to moje niemieckie pochodzenie,ale ja czułem się tam naprawdę dobrze :-) Tak zadumany,pochłaniałem widok spokojnego a przecież ogromnego światowego miasta,które wcale nie wydawało się jakby nigdy nie spało i ciągle się śpieszyło, ale szef trąceniem łokcia wyrwał mnie z tej błogiej zadumy krótkim : "Tam jest Aldi. Idymy ! ". Popatrzyłem na niego ... faktycznie miał spory zarost. Zapomniał tej maszynki chyba juz tydzień temu :-) Czemu ja to wszystko pamiętam?? ... Mieliśmy chyba niecałą godzinę jeszcze czasu.Wchodząc do Lidla nie otwarły nam się szklane drzwi i wyrżnąłem nosem w szybę a okulary ułożyły mi sie w poprzek twarzy. Ten zaś rechotał ze mnie :) Kupił swoje paliwo,czyli redbulle i coś tam,czego nie pamiętam. Wychodząc czułem narastające podekscytowanie zbliżającą się chwilą. Wiedziałem,że teraz wejdziemy do auta, po czym zaparkujemy już pod studiem. Za chwilę zaparkujemy na miejscu,na którym być może parkował Jon Bon Jovi albo ktoś równie niesamowity. Nagle rozczarowanie... drzwi do studia nie wyglądają wcale jak brama rezydencji Carringtonów ! Były duże,ale przypominały raczej drzwi do jakiegoś rzemieślnika. Stoimy więc przed nimi, kiedyś dokładnie w tym miejscu stały Tina Turner i Whitney Houston. Mirek puka (lub dzwoni) i mówi,że Jacek to wyczaił tu może i fajny mastering,ale na wielki świat to to nie wygląda :-) . Drzwi sie otwierają i wita nas uśmiechnięty przesympatyczny człowiek,jak sie okazało Uli - manager studia, z którym rozmawialiśmy. Uśmiech nie schodził z jego twarzy, byl bardzo uprzejmy, zaprosił nas do srodka i tuż poprzekroczeniu progu .... omal nie zemdlałem. Wnętrze było po prostu przepiękne ! Robiąc jeden krok przenieśliśmy się do innego świata, innego wymiaru, innej rzeczywistości. Jaka szkoda,że tylko wybranym na tym świecie dane jest przenosić się do takiej rzeczywistości, która ma w sobie tyle niesamowitości,że jest niemal nierealna. Przenosić do rzeczywistości,która jest w sferze marzeń dla większości ludzi, często nawet bardziej utalentowanych od tych,których na to stać,by być w takim miejscu codziennie. Hall był przepięknie urządzony, ascetycznie,ale nowocześnie, dużo wygodnych kanap i foteli, palmy, dekoracje w modnym wtedy rdzenno-afrykańskim stylu. W ogóle z zewnątrz wyglądało to na znacznie,znacznie mniejsze niż było faktycznie. Sam hall miał chyba z 30-40 m2. Zastygnąłem w zachwycie,Mirek trącił mnie jakby chciał powiedzieć "młody,ogarnij się",ale z pewnością sam był pod ogromnym wrażeniem. Najlepsze dotąd studia w Polsce,jak w Wiśle lub Buffo okazały się tylko namiastką prawdziwego światowego studia nagrań. Co ja mówię?!? - kompleksu studiów nagrań. Uli zaproponował oprowadzenie nas. Mijając ów piękny hall, doszliśmy do tzw rest roomu a zaraz za nim pierwsze ogromne studio. Reżyserka miała rozmiar całego mojego mieszkania a od progu witała nas ogromna dostojna konsoleta firmy SSL. Mieli tam model 9000 J - arcydzieło inżynierii,światowy hit wśród takich miejsc. Na podobnych pracowali min. Michael Jackson w HIT Factory i dziesiątki innych. Producent ten wypuścił jeszcze potem model 9000 K i była to chyba ostatnia taka konsoleta,w takim formacie i rozmachu. Później całkowicie zmieniono folozofię firmy. Była tak duża,że musiało ją chyba obsługiwać dwóch kolesi :-) To co ten stół potrafi słychać na najważniejszych dziełach światowej fonografii. Stamtąd przechodziło się do własciwego studia,gdzie nagrywają muzycy. Rozmiarami przypominało halę wielkości Tesco albo nie wiem,Macro. Dziesiątki statywów a na nich zawieszone dziesiątki najlepszych mikrofonów jakie tylko można sobie wymarzyć. Ależ by Mirek z Heniem sobie ponagrywali .... nie mówiac juz o tym,co by powiedzial Wojciu gdyby to zobaczyl. Ja mysle,ze ... nic. Zaniemowilby. To wszystko nic! Na ogromnych scianach zainstalowana byla jakas tajemnicza ogromna lśniąca blacha a w jednym z rogów sali, jakas dziwna wielka korbka :) Korbka sluzyla do rozwijania lub zwijania blachy,ktora bedac rozwinieta pelnila role jakby blaszanej tapety sciennej. Natychmiast cala akustyka wnetrza zmienila sie a czas poglosu zblizyl do poglosu,jaki slychac w niewielkim kosciele. Po zwinieciu akustyka wracala do normy. No nie !!! Co nas tu jeszcze czeka? Znowu korytarzyk, tym razem w innym wystroju i ... drugie studio. Kabina juz mniejsza zdecydowanie,ale za gratów za kilka baniek dolarów. Konsoleta SONY Oxford, na przelomie tysiacleci byla to rewolucja - hybryda analogowo cyfrowa o najwyzszych parametrach. Uli prowadzi nas do podziemii ... "Czego sie napijecie? Kawy,herbaty? Cukier? Miód?". Kolejny świat,jakbysmy byli Alicjami w krainie czarow i wpadli do tego pnia,ktory nas przeniosl w bajke. "Fajnie tu. A zapytej go czy tu mozna kurzyc" :-) Na dole minelismy kolejne przepiekne studio. Przeznaczone typowo do miksowania nagran,znowu tak wyposazone,ze ja nie wiem jaka oni placa stawke za ubezpieczenie... Szczerze to chcialo mi sie normalnie plakac ze szczescia. Czulem sie troche jak wczesny nastolatek podczas potajemnego ogladania pisma erotycznego :-) Mirek, juz doswiadczony,niejedno widział,ale takiego miejsca napewno nie. Ogladal wszystko w ciszy,byc moze dlatego,ze nie mowil po angielsku ani niemiecku a byc moze rowniez dlatego,ze troche go zamurowalo. Wszystko z najwyższej półki, idealnie do siebie dopasowane środowisko dla muzyka i jego realizatora, doskonale wymierzona i wyrównana akustyka w każdym miejscu, przyjemna atmosfera kolorystyczna w otoczeniu funkcjjonalnych i przyjemnych mebli. Bardzo stary klasyczny sprzęt na przemian z hipernowoczesnym (jak na tamte lata) i to co Mirek lubil najbardziej: atmosfera odosobnienia wśród inspirującego wnętrza i oświetlenia. Trzy duże studia nagrań w jednym budynku a zwiedzając każde z nich miało się wrażenie jakby odbyło się podróż do innego miasta lub kraju. Myślę,ze spokojnie mogly tam nagrywac 3 zespoły i jesliby tylko chcialy,nie spotkac sie tam ani razu :) Wiem,ze Mirek lubil studio nagrań a wielkim minusem naszego katowickiego studia bylo sąsiedztwo z drugą frimą wlasciciela,ktory często bez zapowiedzi odwiedzal nas w trakcie pracy,czesto wtrącając swoje sugestie i uwagi. Trudno się mu dziwić - reżyser dźwięku z wieloletnim stażem,który nie jest już czynny w zawodzie... Ale to denerwowało i rozpraszało,albo burzyło atmosferę, którą sami sobie stworzyliśmy podczas śpiewania określonych piosenek,w których Mirek naprawdę się otwierał aż nadto. Wspominałem kiedyś o tym jak rozpłakał się i przewrócił podczas śpiewania "Syn wyklęty". Obok mnie w reżyserce był Adaś Szewczyk. To było tak mocne przeżycie ... Dziś wiem ile ten album dla niego znaczył w sensie samooczyszczenia. Ile w tym wesołym człowieku było lęków i nagromadzonego smutku... Wracając do Koeln,to widząć trzecie studio chyba obaj mieliśmy na myśli to samo - że kiedyś będziemy mieć właśnie takie,które będzie wzbudzało taką dumę. Pomiędzy trzecim studiem a studiem masteringowym nie było jako takiego korytarza,lecz coś na kształt wspólnego łącznika,choć każde i tak miało wlasny rest room. W łączniku był a'la barek i barowe stołki. Tam można było kurzyc :) Była 9:57 kiedy podszedł niewysoki facet, ok.35 lat w normalnej sportowej bluzie. Nie miał ani wąsów,ani kołnierzyka, ani skóry ani tym bardziej brzucha :) Przywitał się i chwilę pogadaliśmy. Tzn.na miarę mojego angielskiego :) Zaprowadził nas do masteringowego studia ... We wszystkich czterech narożnikach stały kolumny B&W Nautilus 801. Jedna kolumna wtedy kosztowała jakieś 50 000 zł. Naprzeciw stanowiska inżyniera stała piąta kolumna B&W 801. Zapytaliśmy Dietera po co jest ta piąta a Dieter całkiem spokojnie wyjaśnił nam,że "czasem słucha w mono" ....... Czujecie? Miał tam graty,o ktorych nie śniliśmy, wszystkie z najwyższej półki cenowej. Była dokładnie 10 jak Dieter powiedział "ok,let's work". Mirek nie zrozumiał z początku,ale nagle zerwał się i sięgnął po taśmy do torby. Grzebał w torbie przez chwilę jak kobieta w torebce,w której nic nie można nigdy znaleźć, po czym westchnął głośno i podał taśmy. Przez chwilę chyba zwątpił czy ich przypadkiem nie zapomniał zabrać z Polski,na co stwierdził "że to by mogło być bardzo prawdopodobne hehehehe" i zarechotał. Dieter pokazał nam jeszcze tzw. machine room, czyli kanciapę,gdzie pracują takie elementy jak komputer lub wzmacniacze do kolumn. Są one wyposażone w cichutkie wentylatorki,które je chłodzą więc żeby nic nie zakłócało słuchania muzyki,zostały przeniesione do osobnego pomieszczenia,które na dodatek było ... klimatyzowane :) Nadeszła magiczna chwila - Dieter wkłada pierwszą taśmę do maszyny, szuflada połknęła naszą "taśmę matkę" nr 1. Szeptem,jak w kościele żartujemy,że niemiecki odtwarzacz wciągnie naszą taśme matkę,zmiędli ją i tyl e z naszej pracy :)Klepiemy sie nawzajem po ramionach - co to będzie? Jak nasze nagrania zrobione w Katowicach zabrzmią na TAKIM sprzęcie, na TAKICH kolumnach,w TAKIEJ akustyce? Czy będzie obciach? Czy może wrócimy do Polski załamani? Może nie będzie tak źle. To mieliśmy wypisane na twarzach czekając aż magnetofon zaciągnie już taśme na rolki i zacznie wreszcie grać. Nagle slychac delikatny szum i wstęp do "Syna Wyklętego". Nie wiem co mieliśmy na twarzach wtedy .... wzruszenie? Napewno poruszenie. Wstęp zabrzmiał świetnie! Wejście gitary było wyraziste i jasne a kiedy wszedł głos Mirka ąz przeszły mnie ciary. "Młoooody był, głodny cudów świata i serce miał na dłoni" - nigdy nie zapomne tego uczucia kiedy pierwszy raz w życiu na tak drogich kolumnach usłyszałem głos Mirka w tej frazie. Przeszył mnie dosłownie. Nigdy nie słyszałem tylu niuansów w głosie, tylu szczegółów i dopiero teraz, w tym cudownym otoczeniu niemieckiego, delikatnie oświetlonego studia, doceniłem prawdę i szczerość z jaką zaśpiewał ten utwór. Wiele lat później,kiedy wpadłem na pomysł tej tzw. "niespodzianki dla wytrwałych" na płycie "Mijam jak deszcz", kierowałem się właśnie tym wspomnieniem. Żeby każdy mógł usłyszeć to,co umyka podczas słuchania piosenki w całości. Ukrytych oddechów, dośpiewanych głosek, sczegółów,które zdradzają co dzieje się z człowiekiem kiedy prawdziwie przeżywa śpiewany przez siebie tekst. Tak więc kolumny B&W 801 postanowiły zaprzyjaźnić się z nami i sprezentowały nam takie pierwsze wrażenie,po którym poczuliśmy prawdziwą dumę. Dieter oczywiście cały czas kręcił gałkami. Był dobry,sukinsyn. Każdy ruch jaki wykonał,poprawiał brzmienie piosenki i każdym ruchem zbliżał sie coraz bardziej do finalnego efektu,o którym mogliśmy marzyć. Oczywiście zasypywałem go tysiącami pytań o to co robi i dlaczego, czasem byłem jedynie nieudolnym tłumaczem pomiędzy Mirkiem a Dieterem. Żartowaliśmy sobie,że ten sprzęt jest tu tak dobry,że niejako wybacza błędy realizatora nagrania,ukrywa je i dlatego tyle kosztuje a jak wrócimy do nas,na nasz "konsumencki" sprzęt to wszystko okaże się takie jak przedtem. Mirek zapłaci tu kupę kasy tak naprawdę za posłuchanie swojej płyty w takich warunkach a prawda o nagraniach jest inna :) Jednak w duchu obaj czuliśmy,że tak nie jest. Że Dieter,który bardzo często wyrażąl swoje uwagi do mojej pracy doskonale czuje kierunek swojego zadania i wykona je. Dziś zrobiłbym te nagrania zupełnie inaczej. Moja świadomość i wiedza pewnie odrobinę się poszerzyły, doskonale wiem gdzie i jakie są braki mojej pracy nad solowym albumem Mirka. Myślę,że zdecydował się pracować ze mną znając moje słabe punkty. Dokonał pewnie kalkulacji "plusów dodatnich i plusów ujemnych". Tak cz inaczej, Dieter dał mi kilka cennych rad, pozwolił nam pokręcić niektórymi gałkami w urządzeniach za tysiące dolarów. Nagrania zaczynały brzmieć pełniej, głośniej, głębiej, jaśniej. Mirek reagował na niektóre ruchy D.,ale ogólnie pozwolił mu "kręcić". Facynujące jak brzmienie się skrajnie zmieniało kiedy D. zmienił urządzenie,przez które przepuszczał sygnał. Pytał "wolicie tak czy tak?" Charakter brzmieniowy zmieniał się diametralnie i wprowadził nas w dylemat. Cholera - nie wiem ! Tak jest świetnie a tak też ! Dyskusja przy papierosku i decyzja. Dieter nie był taki jak my. Nie żartował,choć czasem sie lekko uśmiechał albo odpowiadał uśmiechem na żart. Nie jarał się, nie skakał na krześle kiedy coś mu się spodobało. Szczytem jego emocji było uniesienie kciuków i pochwalenie mnie za mix utworu "Gdzie jest mój Bóg?". Powiedział,że w zasadzie w tym utworze niczego nie musi zmieniać ani poprawiać. Remind what you do,Mike i pokazał mi wyświetlacz korektora WIESS za jakieś niebotyczne pieniądze,na którym dotknął tylko jednego zakresu pasma częstotliwości. Woda na mój młyn :-) Siedzi tu u Ciebie zawodowiec, chopie! :-) Około 13.40 pojawił się Uli. Trafił w świetny moment kiedy wszyscy byliśmy w dobrych nastrojach a jemu uśmiech nigdy chyba nie schodzi z twarzy. Chyba tylko raz, według opowieści Jacka S. Otóż, pracowali w studiu, mieli jakiś alkohol, wszyscy byli zadowoleni a Jacek,jak wiadomo, jest człowiekiem wybitnie wesołym i zabawowym. Wszyscy byli tak nakręceni,że przesadzili ostro z alko i Uli na drugi dzień ... nie przyszedł do pracy :-) Wtedy chyba nie było mu do śmiechu :-) Ale teraz z uśmiechem zapytał czy wszystko idzie dobrze i że wyglądamy na głodnych. Kto by tam myślał o jedzeniu! ale,kurcze ..tak,w sumie to głodni jesteśmy. Dokladnie o 13.57 Dieter odebrał telefon,że jedzenie czeka w rest roomie. Zasłużona przerwa. Ciekawe,że na każdym z 3. stojących termosów z napisami "coffee", "tea" i coś trzeciego była naklejka: 1 DM :) To były czasy Deutsche Marek,ale żeby kasować jedną markę za każdą wypitą filiżankę kawy od chłopaków z Backstreet Boys ?!? Którzy pewnie zostawili w studio kilka lub kilkanaście tysięcy marek to trochę dziwne. "Polej po kawce" - padło zlecenie :-) Wypiliśmy po dwie i nie zapłaciliśmy za nie :) Objedliśmy sie,nie pamiętam czym,chętnie byśmy poleniuchowali,ale Dieter :"ok guys, time to work". Teraz wiemy dlaczego Niemcy są w tym miejscu gospodarczo,w którym są :-) Zwlekliśmy się i zatoczyliśmy za żwawo poruszającym się Dieterem. Kiedy Diet odwiedził toaletę,miałem chwilę zeby usiasc na jego miejscu za tym jego centrum dowodzenia. Poczułem klasę tego miejsca - każda gałka,która dotknąłem poruszała się w taki sposob,iż wiadomo było,że nie jest z "elektrycznego na rogu". Tylko mamy do czynienia ze światem pro. Mirek od razu zażartował żebym lepiej się zmywał z tego miejsca,bo tak jak on kiedyś skasował mi moje solo,tak ja jemu teraz przez przypadek skasuję robotę za kilka tysięcy marek :) Dieter odpowiadał na każde pytanie, chętnie współpracował a kiedy się nie zgadzał,uzasadniał to. Zdobył tym nasze zaufanie,nie robił po prostu tego co chcieliśmy - chciał zrobić dobry master. Pochwalił nas też za "Uciekam w noc" i "Ten",ale skrytykował za "Wściekłe psy". Och, ile rzeczy pamiętam jeszcze z sesji nagraniowych tych utworów.. Np "Wściekłe psy" nagrane zostały dużo wcześniej,nie wiem czy przypadkiem nie do płyty "Mr.Lennon". Gra w niej mnóstwo różnych instrumentów perkusyjnych,na których grał niejaki Leon. Leon to koleś,którego znają wszyscy w branży i grał też ze wszystkimi. Grał nawet na festiwalu orkiestr dętych w Chinach. Co w tym dziwnego? - to,że grał chyba we wszystkich orkiestrach :) Wracając,to pamiętam jak wymyślaliśmy rożne rytmy na poszczególnych instrumentach perkusyjnych i że jeden z nich najlepiej brzmiał ... w łazience ! Nie chcecie wiedzieć jak do tego doszliśmy :) Ustawiliśmy więc parę mikrofonów w kibelku i dawaj :) Podobnie w innym momencie nagrywał niejaki Witek Wilk w innej piosence. Czas mijał, robota wreła. Czuliśmy się już jak u siebie a kolumny B&W w ciągu tych kilku godzin spowszedniały i zaczęliśmy nawet się czepiać :) Człowiek,w hałasie powinien jednak przebywać nie dłużej niż 4 godziny,bo zaczyna mu odbijać :) Nagle w pomieszczeniu pojawił się starszy facet, lekko po 60. Sportowy kolorowy dres, w Polsce by go wyśmiali za młodzieżowo - skejterski styl,ale mnie się wydaje,że wyglądał na dość bogatego,szczęśliwego faceta,który nie musząc juz niczego udowadaniać, dba o siebie. Był to właściciel całej tej bajki o rosyjsko brzmiącym imieniu i nazwisku - Georgi Nedeltchev. Przywitał się z uśmiechem, chwiłe posłuchał muzyki Mirka,ale nie usiadł. Po czasie pomyślałem,że pokazał tym swoją klasę - nie usiadł nie dlatego,że go to nie interesowało. Kiedy wszedł wstaliśmy do podania mu ręki. Nie usiadł,ponieważ to był nasz czas w jego studiu. To nam miało być wygodnie. On jako właściciel jest tylko sługą - Pracujcie panowie,nie przeszkadzajcie sobie. Bardzo mu się podobało,ale być może to tylko kurtuazja. Odprowadziliśmy do aż na górę,idąc na papierosa tam gdzie była kawa po jednej dojcze marce. Spodziewaliśmy się Merca klasy S,ale przyjechał Smartem. Co zrozumiałe,biorąc pod uwagę ruch w tym mieście. Naprawdę uprzejmie się z nami pożegnał życząc wszystkiego dobrego. Mirek pewnie też czuł się doceniony, facet ściska co kilka tygodni ręce Jonów Bon Jovi i innych gwiazd, co tam jakiś polski artysta,który spędzi u niego 1 dzień, a jednak każdy klient to klient. Wybierając takie studio trzeba mieć pewien poziom świadomości i to docenił pan Georgi. Ale Mirek miał zawsze ogromny dystans do siebie i nie wywyższał się. Jeszcze raz cos rzucił na temat swojej nieogolonej gęby w porównaniu do tego dziadka,który wyglądał perfekcyjnie :) Byłem z niego dumny oraz dumny z tego,że jestem z nim w takim miejscu,gdzie okazuje nam się tyle szacunku. W duszy też ogromnie wdzięczny. Za to,że po tylu latach w branży nie odpuszcza. Idzie na całość, zależy mu na trzymaniu poziomu. I choć byłem mu tam po prostu potrzebny, to czułem,że w ten sposób inwestuje we mnie. Gdyby chciał po prostu tłumacza to wziąłby kogoś,kto znacznie lepiej się posługuje językiem obcym.
Zamykaliśmy prace nad kolejnymi utworami. Dieter przełączał na tzw.krosownicy różne urządzenia. Poprzez krosownicę dokonywał odpowiednich połączeń i komutacji za pomocą sprytnych malutkich kabelków. Za każdym razem kiedy odpalał jakieś urządzenie przysuwałem się blisko a potem porozumiewawczo odwracałem się do Mirka w geście,że za chwilę przeżyję tam chyba jakieś uniesienie (chciałem wyrazić się dosłowniej :-) ), bo nigdy nie widziałem narzędzi do pracy tej klasy,chyba że w gazecie. Mirek lubił te urządzenia bardziej wiekowe, oparte o lampy elektronowe dające cieplejsze brzmienie. Nie lubił nowoczesnej agresji dźwiękowej i tendencji do przejaskrawień pasma, jasnych i przepompowanych głośnością nagrań. Moja praca pozostawała wiele do życzenia,dziś pewne rzeczy zrealizowałbym inaczej,z użyciem innych środków i narzędzi, w wielu jednak miejscach udało się osiągnąć zamierzony efekt. Cokolwiek by nie mówić złego o tej robocie, był to czas, za którym bardzo tęsknię. Robiliśmy dokładnie to,co czuliśmy a niektórzy artyści,jak choćby Adam Szewczyk dodali tej muzyce całe tony własnego charakteru i talentu. Tak właśnie powinna wyglądać praca nad płytą. W odosobnieniu,skupieniu w twórczej i przyjaznej atmosferze. Dziś dostaję z całego kraju materiały do mixu,gdzie takie cechy jak poszukiwanie brzmień po prostu nie istnieją. Muzycy nagminnie korzystają z gotowych rytmów, barw, a moja praca polega nie na realizacji mixu tylko na reanimacji kiepsko zagranych partii "żywych" instrumentów i właściwie zrobieniu utworu od początku. Zdecydowanie też nadużywa się komputera i możliwości jakie daje. Wykonania są niedbałe,bo przecież koleś w mixie to skoryguje i poprawi. To było nie do pomyślenia w przypadku Mirka. Jeśli nagranie nie brzmiało na surowo lub jeśli któreś nuty brzmiały fałszywie albo nieprecyzyjnie, trzeba było zrobić to jeszcze raz.
Ustalając telefonicznie harmonogram pracy, Dieter przewidział ją na 8 godzin. Kłania się niemiecka jakość - była gdzieś 17:53 kiedy Dieter powiedział,że jest ready do wypalenia gotowego mastera na CD. Przeszedł do swojego mashine roomu,no bo przecież wypalarka hałasuje jak traktor,prawda .... Po chwili wrócił i opowiedział nam o ciekawym rynku w Koeln,w którym funkcjonuje kilkadziesiąt rozgłośni radiowych, dziesiątki klubów i setki kapel,które nie opuszczając miasta potrafią utrzymać się z muzyki. Zespoły nagrywają w różnych studiach nagrania, kluby sponsorują pasma radiowe,w których reklamuje się fajne imprezy,od hip hopu i disco, poprzez jazz,blues,na black metalu skończywszy. Ludzie słuchają riadia, idą się bawić do klubów zostawiając tam ciężko zarobione marki. Kluby mają zysk dzięki zaspołom praz stacjom radiowym więc dzielą się tym zyskiem. Kapele lądują w studiach nagrań żeby mieć co puszczać w eter i tak kręci się rewelacyjna, samonapędzająca się machina rozrywki. Kiedy ktoś ma większe ambicje i udaje mu się dotrzeć w skalę całych Niemiec - żyje całkiem dostatnio.Mirek słuchał jak wryty,bo w Polsce szczytem marzeń jest żeby jedna z dwóch,trzech stacji zagrała Twoje numery. Ludzie słuchają muzyki cały czas,wyobraźmy sobie jeden dzień bez muzyki ... jednak u nas mało kogo stać na taki poziom życiowego luzu. Po kilku minutach (z pewnością przed 18:00 hehe) Dieter przyniósł piękną złotą płytkę firmy Apogee. Ta firma wiedzie prym wśród urządzeń wysokiej klasy,nie wiedziałem,że produkują również CD-Romy. Mirek trzymał ją jak Świętego Gralla i nie ukrywał poruszenia. Jak to Mirek na pewno coś skwitował żartem sytuacyjnym :) Wychodząc zahaczył jeszcze o toaletę. Kiedy wrócił mówi: Ty wiesz,że kiedyś z tego kibelka korzystała Whitney Houston? Ja na to "tak,ale przecież są dwa kible, męski i damski.. A on: "wiem,ale poszedłem celowo do damskiej. Drugiej takiej okazji może nie być" :-) Podziękowaliśmy Dieterowi i Uli'emu, przycisnęliśmy misia, piątkę itp i wyszliśmy ... Było ciemno. Zamknięte za nami drzwi wyglądały jak magiczne drzwi do innego baśniowego świata. Wróciliśmy do rzeczywistości. Wsiadając do auta,Mirek podziękował mi za wszystko co zrobiłem. Bardzo wzruszająca dla mnie chwila. Kto tu komu powinien dziękować,Stary ! Żeby nie było za smętnie i łzawo,Mirek dorzucił : "teraz trza będzie to tylko dobrze sprzedać" i wybuchnęliśmy śmiechem. Wyjeżdżając z miasta Koeln,czułem trochę smutek. Pomyślałem,że ta piękna przygoda właśnie dobiega końca ... Czułem to coraz bardziej w miarę jak oddalaliśmy się od miasta i wpadaliśmy w mrok autostrady. Wciąż rozmawialiśmy o tym. Sposób w jaki się nakręcił i ile mówił zdradzał,że bardzo go to podjarało i że napewno też zrealizował jakieś swoje marzenie - zwieńczyć swoje dzieło w max profesjonalnym światowym studiu. Z podniesionym czołem prezentować swoją płytę wszystkim mając pewność,że jakościowo proponuje słuchaczowi muzykę szczerą,prawdziwą a do tego świetnie brzmiącą. Jestem pewien,że w chwilach kiedy milczał,w jego głowie powstawał nowy plan i że w tym planie na 100% było ponowne odwiedzenie Dietera,Uli'ego,pana Georgija oraz pięciu B&W :) Po kilku godzinach, mocno zagadani minęliśmy w okolicy Berlina właściwy zjazd. Mirek się wściekł,ale szybko klepnął mnie i powiedział : "to nie na Ciebie" :) Granicę przekroczyliśmy przez ten błąd w Świecku i "dzięki temu" 1/3 trasy zamiast jechać autostradą, jechaliśmy .. polskimi drogami. I to wszystko. Cała historia. Jeśli jest ktoś w tym miejscu, to znaczy,że prawdopodobnie przebrnął przez całość. Ciekawi mnie tylko czy przekazałem choć trochę atmosferę tej przygody. Patrzę oczywiście z własnej perspektywy,być może źle oceniam to jak Mirek to odbierał,ale znając go,myślę że było w nim do końca mnóstwo z chłopca, marzyciela. Był wtedy młodszy niż ja jestem dziś a we mnie wciąż też jest ten koleś,który ekscytuje się jak wtedy w Koeln. Jeśłi na chwiłe przenieśliście się do studia,w którym nagrywały światowe sławy i my :) i gdzie kawa kosztuje 1 DM to jest mi bardzo miło. Bo o to chodziło ! Wybaczcie błędy. Wszystkim Wesołych Świąt !!!
Awatar użytkownika
Vai
Stały bywalec
Stały bywalec
 
Posty: 178
Rejestracja: pt 06 lip, 2007
Lokalizacja: Katowice

Re: Wspomnienia Vaia...

Postautor: Marttina » sob 26 mar, 2016

Dzięki Tobie Michał poczułam się jakbym tam była z Wami, dziękuję Ci bardzo i czekam na ciąg dalszy :)
Awatar użytkownika
Marttina
Gość forum
Gość forum
 
Posty: 28
Rejestracja: wt 05 lis, 2013
Lokalizacja: Zagłębie

Re: Wspomnienia Vaia...

Postautor: fusette » sob 26 mar, 2016

Dzięki bardzo. Swietnie się czytało. Takie wspomnienia sprawiają, że Mirek wciąż z nami jest. Tobie również Wesołych Świąt!
Awatar użytkownika
fusette
 
Posty: 1
Rejestracja: sob 20 gru, 2014

Re: Wspomnienia Vaia...

Postautor: rozendo » pn 26 lis, 2018

Dziękuję z całego serca ❤️
Dorota
Awatar użytkownika
rozendo
 
Posty: 4
Rejestracja: sob 05 sty, 2013
Lokalizacja: Warszawa

Poprzednia

Wróć do MIROSŁAW BREGUŁA

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość